Apetyt w zimie.

Podziel się tym wpisem

Share on facebook
Share on email

Nie wiem czy Wy tak macie, ale ja w zimie nabieram iście niedźwiedziego apetytu. Jadłabym i jadła. I więcej i częściej i bardziej kalorycznie. Niby to naturalne, bo przy spadku temperatury oczywistą sprawą jest, że organizm zużywa więcej kalorii na ogrzanie. Niestety okres zimowy sprzyja obrastaniu w sadełko, więc ta teoria jakoś się nie sprawdza. Moja znajoma, która regularnie przybierała na wadze jakieś 2 – 3 kg każdej zimy twierdziła, że to typowe dla wszystkich foczek… Dla foczek może i tak, ale ja foczką nie jestem i wolę kobiece kształty… Zatem stawiam pytanie: co jeść w zimie, żeby czuć sytość bez obżarstwa? Jak zapanować nad wilczym głodem, który odczuwamy mimo zjedzenia całego obiadu w ilości jak zwykle? Jak urozmaicać zimowe menu, żeby nie ciągnęło nas do słodyczy? Oto kilka moich sposobów!

Kiszonki.

Jedzmy wszystko, co kiszone. I tu uwaga: kiszone, a nie kwaszone. Można łatwo się nabrać, bo to drobna różnica w nazwie, a kolosalna w jakości. Kwaszone produkty to „pójście na skróty” i dolewanie do produktu octu lub innych środków konserwujących bądź przyspieszających fermentację. Kwaszone ogórki czy kwaszona kapusta nie ma już tych zbawiennych dla naszego układu pokarmowego bakterii wytwarzanych w procesie fermentacji – chodzi głównie o kwas mlekowy. Bakterie kwasu mlekowego regulują perystaltykę jelit oraz poprawiają strawność. Kiszonki są też źródłem witamin (B1, B2, B3, C, A, E, K), błonnika oraz mikroelementów (magnezu, wapnia, fosforu, potasu). Co ciekawe, warzywa w trakcie kiszenia tracą kalorie – czyli można ich zjeść więcej kiszonych niż surowych. To również bogate źródło błonnika. Tyle powodów, aby jeść kiszonki!

Mrożonki.

Drugi sposób, aby nie dać się monotonii zimowej diety, to mrożonki. Częściowo korzystam ze swoich zapasów, które latem starannie uzupełniam w mojej zamrażarce, a częściowo ratuję się sklepowymi mrożonkami. Uwielbiam owoce i bardzo brakuje mi ich smaku w zimie. Dlatego często sięgam po mrożone maliny, truskawki czy nawet śliwki. Robię z nich musy do jogurtów albo szejki, często też zapiekam pod kruszonką albo gotuję kompot. I tu dwa słowa na temat kompotu. To bardzo dobry napój, świetna i zdrowa alternatywa do wszelkich sztucznych soków, napojów i oranżadek… Zwłaszcza dzieciakom warto podsuwać do picia kompoty. Smak kompotu można świetnie podkręcić przyprawami (jabłka, śliwki, cynamon albo truskawki z wanilią i kardamonem). Ten wspaniały wywar z owoców to nie tylko źródło witamin, ale również smaczny i zdrowy napój: bez cukru (zawsze można posłodzić miodem), bez konserwantów i bez barwników. 
Mrożone warzywa też lubię, zwłaszcza te sezonowe. Od czasu do czasu kupuję mrożony bób i wszyscy się nim zajadamy. To bardzo miła odmiana i wspomnienie lata w środku zimy. Sięgam też po mrożony szczaw, szpinak a nawet grzyby. Dzięki temu można w kuchni rozwinąć wodze fantazji, a menu jest urozmaicone i różnorodne, mimo zimy za oknem. Co więcej, za Tobą nie chodzi „coś słodkiego”, bo jesteś usatysfakcjonowana smakiem głównego dania i nie musisz szukać w słodyczach przyjemności dla kubków smakowych.

Przyprawy.

Kolejny sposób na podkręcenie zimowych potraw, to dodawanie rozgrzewających przypraw. Wspaniale sprawdza się świeży imbir, cynamon, kardamon, wanilia, gałka muszkatołowa. Utarło się, ze te przyprawy stosuje się w daniach „na słodko” – ale to tylko pewien schemat. Oczywiście, że jabłko z cynamonem i imbirem świetnie pasuje, ale… przy gotowaniu gulaszu wołowego dodanie laski cynamonu do garnka wspaniale uszlachetni smak tego dania. Warto też stosować pikantne przyprawy: ostra papryka, chili, czosnek, pasty curry (polecam szczególnie taką zieloną w słoiczku). Możecie też łączyć słodkie i ostre smaki, będą rozgrzewać podwójnie. Spróbujcie zrobić zupę pomidorową z wanilią i z chili albo sos do sałatki z miodem, imbirem i czosnkiem. Palce lizać!

Uwaga, niebezpieczeństwo!

Dużym niebezpieczeństwem, szczególnie w zimie, jest wzmożony apetyt na produkty zbożowe oraz słodkie. Sama wiem po sobie, że kiedy zmarznę i wracam do ciepłego domu, to aż mi ślinka cieknie na myśl o ciastku, najlepiej z lukrem… Albo kiedy za oknem kolejny szaro-bury dzień, to na myśl o pączku z różną od razu słońce świeci. Kłopot polega na tym, że nawet jak takie ciastko zjemy, to wcale nie będziemy najedzone… Ciągle będziemy czegoś szukać, za czymś się rozglądać, a nasz żołądek będzie burczał z niezadowolenia. Dlatego o wiele lepszym pomysłem jest zjedzenie w takiej sytuacji rozgrzewającej, gęstej, solidnie przyprawionej zupy na bazie jarzyn. A jeśli i po niej będziesz czuła niedosyt, sięgnij po owocowy mus ze szczyptą kardamonu, cynamonu i wanilii. Gwarantuję, że to duże lepsze rozwiązanie, niż puste kalorie ze sklepowych słodyczy! 🙂

 

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Więcej wpisów

Close Mój koszyk
Close

Close
Nawigacja
Kategorie