Ząbkowanie a częsty błąd rodziców.

Każda mama czy tata popełnia błędy w swojej „pracy” rodzicielskiej.Dobre rady od innych zwykle wpadają jednym uchem a wypadają drugim. Tylko w skrajnych przypadkach bierzemy czyjąś wskazówkę pod uwagę. Ogólnie przyjęło się, że nie ma to jak nauka na własnych błędach. I to akurat sprawdza się w 90% 

Ja i mój mąż również złamaliśmy swoją twardą zasadę dotyczącą nocnego usypiania małej. Zawsze sobie powtarzaliśmy, że dziecko powinno samo zasypiać w swoim łóżeczku bo jak się je raz weźmie na ręce to końca takiego usypiania widać nie będzie. I mimo rad, wiedzy i początkowej konsekwencji – po 6 miesiącu złamaliśmy się. Było to nasze pierwsze dziecko, więc każdy jego płacz czy grymas wywoływał w nas emocje. Mała była niemowlakiem bardzo radosnym, pogodnym i praktycznie w ogóle nie płakała. Gdy pojawiały się u niej łzy to był to dla nas sygnał, że z pewnością coś ją boli czy doskwiera. Równo gdy rozpoczęła 6 miesiąc życia zaczął się etap ząbkowania. Jak to dziecko w tym okresie, bardzo się śliniła, marudziła, wszystko gryzła ale na szczęście nie gorączkowała ani nie wymiotowała. Swędzenie dziąsełek nasilało się wieczorami, przed jej zaśnięciem. Jako niedoświadczeni rodzice, widząc jak dziecko wierci się i nie potrafi samo zasnąć postanowiliśmy, że zabierzemy ją na ręce. Wyczytałam w pewnej książce, że żadne syropy, czopki, żele nie pomogą tak skutecznie podczas bólu „ząbkowego” jak przytulenie do mamy bądź taty. Nawet minuty się nie zastanawialiśmy, tylko wdrożyliśmy ów radę w życie.

Okres wyżynania się dolnych jedynek trwał jakiś miesiąc, a więc wystarczająco długo aby dziecko przyzwyczaiło się do usypiania na rękach. Faktem jest, że Mała w taki oto sposób przez pierwsze 2 tygodnie zasypiała w 5 minut. Jednakże z dnia na dzień czas spędzany przez nią na naszych rękach zaczął wydłużać się z minuty na minutę. Po 4 tygodniach, gdy zaczęły się pojawiać kolejne ząbki chcieliśmy powrócić do zasady sprzed ząbkowania – samodzielnego zasypiania w swoim łóżeczku. Jak się okazało było to trudniejsze niż myśleliśmy. Mała tak bardzo przyzwyczaiła się do zapachu i bliskości, że gdy ją próbowaliśmy odłożyć do jej łóżeczka z jej ust wydobywał się przeraźliwy krzyk. Próbowaliśmy wdrożyć zasadę Tracy Hogg (polega ona na odkładaniu dziecka do łóżeczka, pozostawieniu go samemu i wychodzeniu z sypialni. Po chwili, gdy maluch zaczyna płakać, rodzic podchodzi do niego, bierze na ręce, przytula, uspakaja i odkłada z powrotem do łóżeczka, po czym znów wychodzi z pokoju. Gdy zaczyna ponownie płakać, wymuszać zabranie go na ręce, rodzic wraca do Małego po około 3/4 minutach i powtarza sytuację. Takiego podchodzenia, zabierania i odkładania może być nawet 10-15 razy danej nocy. Po kilku dniach czas usypiania, płakania i podchodzenia do łóżeczka skraca się, aż pewnej pięknej nocy odkładamy naszego brzdąca do łóżeczka a on w ciszy i spokoju sam zasypia. My niestety nie potrafiliśmy tego dokonać. Po 4-5 podejściu do łóżeczka, żadne z nas nie wytrzymywało jej płaczu, więc zabieraliśmy ją na ręce i usypialiśmy. Teraz z perspektywy wiem, że był do największy błąd. Przyrzekliśmy sobie z mężem, że jak małej wyjdą 4 jedynki, zaczynamy oduczać ją usypiania na naszych rękach.

Gdy Mała skończyła 9 miesięcy przyszedł czas na samodzielne usypianie. Tylko jak to zrobić?

Kolejna metoda, którą niektórzy rodzice praktykują (od razu kąpieli dziecka odkładają je do łóżeczka, podają butelkę ciepłego mleka i wychodzą z sypialni) u nas odpadła, ponieważ pierwszego wieczoru wdrażania metody dziecko potrafi płakać nawet do godziny. Z dnia na dzień ten okres jest krótszy, dziecko przyzwyczaja się, że nadeszła pora spania i samo się wycisza, coś do siebie poopowiada i zasypia. Ta metoda wydaje się być banalna, najgorsze w niej jest to, że trzeba wytrzymać pierwsze 4 dni. Nie wolno się złamać i podejść do łóżeczka bo dziecko wyczuje, że krzykiem może przekabacić rodziców. My wybraliśmy bardziej żmudną, ale mniej drastyczną dla dziecka metodę, która polega na tym, że kładziemy się razem z nią do naszego łóżka, podajemy jej butelkę z mlekiem (podczas picia Mała się mega wycisza). Co któraś noc bywa dla nas łaskawa – córka zasypia przy końcówce mleka. Gdy nie uda się jej zasnąć od razu, leżymy obok niej, udajemy że śpimy, nie reagujemy na to co „mówi” czy robi albo gdy nas zaczepia. Pamiętam, że pierwsze takie podejście trwało nawet 2 h. Pomocnym elementem takiego usypiania jest śpiewanie, nucenie czegoś, co nie koniecznie przypomina kołysankę. Wystarczy, że słyszy nasze głosy, które działają kojąco. Jak w przypadku każdej innej metody, z nocy na noc było coraz lepiej i krócej. Takim oto sposobem usypiania „przeszliśmy” dalsze ząbkowanie. Teraz z doświadczenia wiem, że najważniejsze w życiu jest być konsekwentnym w tym co się postanowi i robić to! (również przez całe życie).

Anka Dziedzic

Trenerka, Blogerka, Influencerka, Propagatorka aktywnego stylu życia. Sport towarzyszy mi od zawsze i chcę się nim dzielić. Uwielbiam aktywność fizyczną i zrobiłam z niej swój sposób na życie. A od życia chcę wiele i pewnie przez to prawie zawsze jestem zabiegana. Prywatnie jestem Żoną Dawida, mamą Leny i Poli, z urodzenia góralką. Moi przyjaciele twierdzą, że choć jestem urocza, to nie owijam w bawełnę. Cóż, staram się być autentyczna, choć na pewno nie idealna, konsekwentna, ale uparta. Cała ja.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Anka Dziedzic
Logo