Moja platforma FitAnka.pl

Ten tekst powstał zainspirowany pierwszymi urodzinami mojej platformy treningowej FitaAnka.pl. Kiedy wracam do czasu, gdy powstał pomysł, to głownie pamiętam te tysiące pytań. Czy warto? Czy nie porywam się z motyką na słońce? Czy mnie na to stać? Czy przy małych dzieciach podołam? Czy wystarczy czasu i pieniędzy na nagrania? Czy Wy, Dziewczyny, które jesteście ze mną od zawsze, będziecie chciały korzystać z takiej formy treningu? Co powinno się znaleźć na platformie? Jakie zakładki, do kogo skierowane? Jaka powinna być struktura, jakie funkcjonalności, jaki abonament? No i kluczowe: jak powinna się nazywać? Tysiące niewiadomych, a naprzeciwko tych wszystkich znaków zapytania moja intuicja, która wbrew wszystkim wątpliwościom uparcie podpowiadała: zrób to!

Pomysł kontra świat.

Mój pomysł platformy nie wszystkim się podobał. Często spotykałam się z komentarzami typu: daj spokój, po co Ci to? Masz swojego FB, tam skupiasz całą aktywność on-line, po co będziesz sobie brać kolejny obowiązek na głowę? To ogrom pracy, ciągle nowe programy treningowe, stała potrzeba wprowadzania nowości, kiedy na to znajdziesz czas? Takie teksty słyszałam głównie od znajomych, którzy wiedzieli, że na nadmiar czasu nie narzekam. Z zewnątrz  również nie miałam wsparcia. Mocne marki, z którymi już wówczas współpracowałam nie wyraziły zainteresowania  pomysłem platformy. Dla nich liczyły się już wypracowane przeze mnie sposoby komunikacji i odpowiednie zasięgi. Na nic zdały się moje przekonywania – kilka potężnych graczy odpuściło. A ja czułam, że walka toczy się o dużą stawkę i ta świadomość trochę mnie przygniatała… Jednak znacie mnie, jestem upartą Góralką, więc drążyłam temat i drążyłam.

Wsparcie.

Najważniejsze wsparcie otrzymałam od Dawida. Jemu ten pomysł się spodobał od początku. Wiecie, ja mam dużo pomysłów i cały mój zespół zna na pamięć najczęściej powtarzane przeze mnie zdanie: „wiecie co, wpadłam na taki nowy pomysł” (i tu zaczynam opowiadać o najnowszej idei fix, która urodziła się w mojej głowie podczas ostatniego treningu albo przyśniła w nocy). Już ja znam te ich miny: konsternacja połączona z niedowierzaniem, ale też często z optymizmem. Dlatego kiedy poczułam, że Dawid jest „za” nabrałam wiatru w żagle. Znalazłam też kilku podobnych wariatów-pasjonatów, którzy powiedzieli: pomożemy! Tak, tak – nie zakładajcie, że FitAnka.pl to tylko ja. Na mojej platformie jestem tylko „fizolem” 😊 – czyli trenerem fitness od przekazywania wiedzy w formie treningów. Bez tych kilku osób, które swoim codziennym zaangażowaniem nieustannie pracują nad rozwojem mojego „jednorocznego dziecka”, FitAnka.pl nie świętowałaby swoich pierwszych urodzin w tak wyśmienitym humorze. Zaczęłam rozkminiać od czego zacząć, co najczęściej pojawia się w Waszych wiadomościach do mnie, jakie macie problemy, o czym piszecie, czego potrzebujecie. Powoli zaczęła się krystalizować struktura platformy i jej zawartość.

Sukces to trening i dieta!

Postanowiłam, jako pierwsza wśród polskich trenerek, wprowadzić na platformę diety. To też była niezła zagwozdka: czy nie narażę się środowisku trenerów? Czy Wy, użytkowniczki mojej platformy będziecie chciały korzystać z gotowych diet? Jak je opracować, aby były jednocześnie  zdrowe/odpowiednie i skuteczne? Dlatego wymyśliłam, że diety muszą być dedykowane dla konkretnych WyzwAń. Nie mogły być przypadkowe, poukładane z wydziwianych składników, ze zbyt niską liczbą kalorii. Byłam jednak przekonana, że trzeba diety wprowadzić i raz na zawsze rozwiać złudzenia, że wymarzoną sylwetkę można osiągnąć jedynie treningami.

FitAnka.pl

Z nazwą platformy też nie było łatwo, oj nieee…. Koncepcji było multum. Były burze mózgów i najbardziej absurdalne pomysły. W końcu w całym zespole zgodziliśmy się co do jednego: nazwa powinna zawierać moje imię: „Anka”. Wtedy pojawiły się pomysły: AnkaMotywuje.pl , AnkaTrenuje.pl, TrenujzAnką.pl… Jedno za długie, drugie ogranicza się tylko do trenowania (a przecież na platformie ma być motywacja, trening, porady, diety), trzecie ma polskie znaki, które nie mogą być w nazwie… Już nie pamiętam, kto zaproponował „FitAnkę” – ale to wcale nie był wybór z miłości od pierwszego wejrzenia. Marcin, nasz IT Magik, jak to Marcin: racjonalny i metodyczny – stworzył mini ankietę i poprosiliśmy wszystkich krewnych i znajomych Królika, aby wybrali swój typ. FitAnka zwyciężyła miażdżącą przewagą głosów.
I oto jest: FitAnka.pl 😊

Godzina zero: 29 stycznia 2018 roku

Pewnie nie będziecie zdziwione, jeśli wyznam Wam, że platforma miała ruszyć od 2 stycznia ubiegłego roku. Nie udało się – nakład pracy, tysiące szczegółów, drobiazgów, drobnych kłopotów technicznych, przedłużające się nagrania, montaże filmów – to wszystko sprawiało, że termin „odpalenia” platformy się przesuwał. Ale skoro już powiedziałam „A”, to trzeba było powiedzieć „B”. Mowy nie było, żeby się wycofać. I tak oto 29 stycznia 2018 roku FitAnka.pl ruszyła. Opublikowałam post o platformie na FB i czekałam z sercem w gardle. Posypią się hejty, że chcę zarabiać na platformie, czy jednak docenicie wkład pracy oraz kontent? Zniechęci Was abonament czy spodobają się plany treningowe? Pierwsze kilka tygodni życia platformy to był okres niepewności. Dziś, po roku, mogę odetchnąć z ulgą: było warto! Dziękuję Wam, że ze mną jesteście!

Więcej pracy i więcej czasu.

Wiem dobrze, że FitAnka.pl wymaga ode mnie ciągłej pracy i zaangażowania. Wiem, że nie mogę osiąść na laurach i przestać rozwijać platformy, bo to będzie początek końca. Na razie mi to nie grozi: mam mnóstwo zapału, ciągle nowe pomysły i ogrom energii na ich realizację. Nawet jeśli poświęcam więcej czasu na nagrania video-treningów, to jest to praca bardziej usystematyzowana. Korzysta na tym również moja Rodzina – wieczory mam dla dzieci, dla męża, dla siebie. Mogę zaplanować nawet kilka dni nagrań pod rząd, ale kiedy wracam do domu jestem cała dla dziewczynek. Bardzo to doceniam, to nieopisana wartość i komfort życia rodzinnego. Nie eksploatuję też za bardzo mojego ciała, a był moment, kiedy pod koniec 2017 roku mój organizm wyraźnie mówił: przeginasz. Dziś czuję, że znalazłam jakąś równowagę, balans w życiu.

Sięgać po marzenia.

Dziewczyny, na koniec moje słowa do Was, takie od serca: WARTO SIĘGAĆ PO MARZENIA! Jeśli czujecie, że chcecie coś zrobić, że Wasz pomysł ma sens, że całą sobą jesteście przekonane do swojego pomysłu – zróbcie to! Nie słuchajcie złych języków, które będą Was próbować przekonać, że nie warto ryzykować; że lepsza złudna stabilizacji niż porywanie się z motyką na księżyc; że lepiej mieć to co się ma niż cokolwiek stracić. Uważam, że człowiek który nie realizuje swoich marzeń, traci sens życia. Marzenia są po to, aby je spełniać; przekuwać je w realny plan i wprowadzać w życie swoją ciężką pracą. Bo wtedy czujemy, że żyjemy własnym życiem. A przecież właśnie o to chodzi, prawda?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest