Wyobrażenia vs rzeczywistość.

Ty to masz fajnie… Twoje życie jest super! Jak ja bym chciała tyle podróżować! Tyle zwiedzasz! Jak Ty ładnie wychodzisz na zdjęciach! Chudniesz w pracy! Masz na wszystko czas, bo nie musisz siedzieć w biurze! Twoje wyobrażenia czy moja rzeczywistość?

Nienormowany czas pracy.

Na to hasło większość osób pracujących na tzw. „etat” wzdycha z zazdrością.
Eh, jakie to musi być piękne: pracujesz tylko tyle ile trzeba, nie jesteś przywiązana do biurka, nie musisz się odmeldować o konkretnej porze i odsiedzieć przymusowych ośmiu godzin. Tymczasem w rzeczywistości pracując na własną markę, nienormowany czas pracy często oznacza pracę o wiele dłużej niż te przeklęte osiem godzin… Urlop? Zapomnij. Wyłączenie trybu „pracy”? Prawie niemożliwe. Nawet na wczasach, podczas Świąt czy zwykłego piątkowego wieczoru myślę o mailach, które czekają na odpisanie; albo zastanawiam się czy brak reakcji na post FB jest wynikiem niefajnej treści czy zwykłego zbiegu okoliczności; albo obmyślam kolejne wyzwanie; albo czytam komentarze pod artykułem, żeby upewnić się że jest wystarczająco jasno napisany… Do tego dodajmy wszystkie imprezy, targi, obozy, spotkania: rano, w nocy, świątek, piątek czy niedziela…

Jestem w pracy na okrągło. Nie narzekam – taki jest mój wybór. Chcę propagować zdrowy styl życia, chcę docierać do wszystkich z moimi pomysłami na treningi, chcę budować poczucie akceptacji wśród kobiet. Czuję, że to co robię ma sens. Tylko nie wmawiajcie sobie ani innym, że to się dzieje „przy okazji”, bez wysiłku i bez poświęcenia temu czasu. Rzeczy ważne i wartościowe potrzebują zaangażowania.

Podróże.

Pierwsze skojarzenia? Wakacje. Laba. Oderwanie od codzienności. Luz – blues.
W końcu większość z nas właśnie w takim celu zwykle podróżuje. Częstotliwość tych wyjazdów też jest przewidywalna: dwa, trzy razy w roku na dłużej plus kilka weekendów. Wyjechać, zapomnieć o pracy, o obowiązkach, zrelaksować się, nic nie robić. Wszystko to bardzo słuszne i prawdziwe założenia.

Ale ta historia nie jest o mnie. Jeżdżę (a wraz ze mną zwykle cała moja Rodzina) kilka razy w miesiącu: to na drugi koniec Polski, to za granicę, to do Rodziców, to z powrotem do Warszawy, to na Targi, to na Obóz, to poprowadzić trening… Podróże dla mnie to bardziej praca niż odpoczynek. Ciut więcej czasu na relaks mam we własnym domu, niż gdziekolwiek w rozjazdach. Wyjazd często oznacza niedospaną noc, lekki reisefiber, trochę stresu, odrobinę podniesiona adrenalina, nowe sytuacje, zmiana środowiska, wahnięcia ciśnienia. I te godziny spędzone w samochodzie,
z dziewczynkami z tyłu, w korkach na polskich drogach…

Mimo to cieszę się z każdej propozycji wyjazdu i w zasadzie nie odmawiam bez wyjątkowo ważnych przyczyn. Bo każdy wyjazd to nie tylko moja praca i mój wysiłek,  ale także to nowe doświadczenie, to nowi ludzie, to kolejna inspiracja. To jeszcze jedna rozmowa, jeszcze jedna obserwacja. I często zalążek nowego pomysłu. Wszyscy, którzy choć trochę mnie znają wiedzą, że nowe pomysły to moja specjalność.

Nagrania, kamery, zdjęcia.

Błysk fleszy. Kamera: akcja! Nagrania czas start. Sześć treningów w ciągu jednego dnia zdjęciowego. Poprawianie fryzury, ocieranie potu specjalnymi chusteczkami absorbującymi wilgoć, narzucanie kurtki na spocone ciało bo w pomieszczeniu gdzie kręcimy jest diabelnie zimno. Przerwa na lunch dla ekipy – ja w tym czasie publikuję posta na FB i wrzucam fotę na Insta. Nieuważnie skubię sałatkę z kurczakiem, czytając zaległe i dzisiejsze maile. Nie mam czasu odpisać, muszę poprawić makijaż i zarządzić jaki sprzęt będzie potrzebny do kolejnego odcinka WyzwANIA. Odpiszę wieczorem. Teraz nie ma czasu, zostały dwie godziny do pory odbioru dziewczynek z przedszkolu.

A potem, po montażu i obróbce technicznej, kiedy przekazuję Wam gotowe filmy
i spotykam się z Waszą aprobatą, bo piszecie: „Anka, co za power! Pot mi po tyłku cieknie, ale chcę więcej!” wiem, że moja praca ma sens i jest warta tego wysiłku! Niech tam garstka osób myśli, że chwilę powdzięczę się do kamery, zarzucę włosem i puszczę oko, a potem pójdę na kawkę i pomaluję paznokcie. Niech tam myślą co chcą, ja wiem swoje i robię swoje. I jestem dumna z efektów mojej pracy!

Robię swoje.

Jest takie powiedzenie: trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu. Taką już mamy skłonność, że widzimy skrawek rzeczywistości i na tej podstawie budujemy sobie całościowy obraz, który niekoniecznie jest prawdziwy. Wszystko ma swoje blaski i cienie, wady i zalety, dobre i złe strony. Moje życie, moja praca, moja codzienność nie jest usłana różami – tak samo jak Twoja. Podjęłam decyzje, dokonałam wyborów i biorę na klatę wszystko co się z tym wiąże. Póki bilans wychodzi na plus wiem, że robię słusznie, nawet jeśli to wymaga wyrzeczeń!

Anka Dziedzic

Trenerka, Blogerka, Influencerka, Propagatorka aktywnego stylu życia. Sport towarzyszy mi od zawsze i chcę się nim dzielić. Uwielbiam aktywność fizyczną i zrobiłam z niej swój sposób na życie. A od życia chcę wiele i pewnie przez to prawie zawsze jestem zabiegana. Prywatnie jestem Żoną Dawida, mamą Leny i Poli, z urodzenia góralką. Moi przyjaciele twierdzą, że choć jestem urocza, to nie owijam w bawełnę. Cóż, staram się być autentyczna, choć na pewno nie idealna, konsekwentna, ale uparta. Cała ja.

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Anka Dziedzic
Logo